2020-09-12 Autor skibot Wyłączony

Kaliber 44 – czyli usłysz mój głos w 1996 roku

Na targu u Ruskich

kaliberMoje dzieciństwo w latach dziewięćdziesiątych, było mocno zdeterminowane obecnością D.H. Astra na wrocławskim Gądowie Małym, a raczej  targowiskiem na tyłach Astry. To chyba dlatego, że ten bazar pełnił wówczas rolę obecnych galerii handlowych, w których znajdziesz wszystko. W zasadzie to na tym targowisku można było kupić dużo więcej, bo stacjonowali tam “Ruscy” którzy oferowali tanie zegarki, noże sprężynowe, maszynki do golenia, gry na popularnego Pegasusa, a nawet (wg lokalnych legend) automatyczną broń długolufową, pochodzenia sowieckiego. Były też stoiska z kasetami. Wspominałem o tym w ramach artykułu o debiutanckim albumie Wzgórza Ya-Pa 3. Te kioski były świetne. Kasety zazwyczaj leżały w gablotach za szybą, przy czym rozłożone były totalnie bez ładu. Nikt nie przejmował się kolejnością alfabetyczną czy nawet jakimś względnym rozróżnieniem gatunkowym. W jednej z gablot leżał “pierwszy” Kaliber.

“Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia…”

kaliberLata dziewięćdziesiąte pamiętam jeszcze z innego powodu. To był totalny kryzys finansowy, a mówiąc otwarcie – bieda na każdym kroku. Mój ojciec próbował złączyć koniec z końcem na prywatnej taryfie, a mama uczyła angielskiego w naszej osiedlowej podstawówce. Po godzinach dorabiała sobie korepetycjami. Mam trójkę rodzeństwa, więc w domu było łącznie sześć gęb do wykarmienia, z dwóch marnych pensji. W podobnej sytuacji znajdowała się wówczas lwia część społeczeństwa. Z drugiej strony kwitł świat przestępczy. Możliwość otrzymania paszportu bez specjalnych pozwoleń powodowała, że rozwijał się mocno import/eksport, a wraz z nim kontrabanda. Żyjąc w takiej rzeczywistości, na wiele dóbr które dziś wydawać się mogą śmiesznie tanie, nie każdy mógł sobie pozwolić.

Po ile ma Pani kasety dziewięćdziesiątki?

kaliberTak też było z muzyką na kasetach. Chodziliśmy więc z kolegami pooglądać nowości w gablotach na placu, a gdy już się tak zdarzyło, że ktoś uzbierał na jakąś fajną kasetę, to przegrywało się od niego kopię, na dziesięciokrotnie tańszych BASFach i TDKach. Nie pamiętam już kto posiadał oryginalną “Księgę Tajemniczą. Prolog” zespołu Kaliber 44 ale pamiętam, że był to kolejny album który razem z moim kumplem Krzyśkiem, katowaliśmy codziennie po szkole. W ogóle to świetnie nam się siedziało po lekcjach. Krzysiek miał Commodore C64, więc graliśmy sobie w The Great Giana Sisters i słuchaliśmy Kalibra. O ile Wzgórze i Liroy oferowali wówczas mocną muzykę niebanalnie drąc mordę, tak panowie z Katowic postanowili uraczyć młodzież psychodelicznym ale nieco głębszym przekazem.

To czyni mnie innym od Was wszystkich

kaliberByło już mnóstwo wywodów na temat pierwszego stylu K44. Jedni wynoszą ich pod niebiosa, za świetny pomysł na całą otoczkę wokół ich debiutanckiego albumu i stajlo. Inni zarzucają Abradabowi kopiowanie B-Reala z Cypress Hill. Jeszcze inni uważają, że chłopaki chcieli zrobić skok na kasę, wymyślając dość kontrowersyjną jak na tamte czasy nawijkę. Nie chcę w to wchodzić bo to nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Prawda zazwyczaj leży po środku. Fakty są takie, że był 1996 rok, Magik i Abradab mieli po osiemnaście lat, a Joka dziewiętnaście. Ci goście nagrali płytę, której nawet dziś nie można się wstydzić. I choć już po pierwszym albumie zdecydowali się na zmianę stylu na bardziej przystępny, to są polskimi pionierami. Nie potrafię doszukać się w twórczości obecnych osiemnasto i dziewiętnastolatków tak dojrzałych treści jakie dawał nam Kaliber.

“…tyle myśli w sekund tyle…”

Do dziś pamiętam, jak głównym podwórkowym tematem były dywagacje na temat tego, czy Magik w rzeczywistości podejrzewał u siebie HIV, czy kawałek pt. “Plus i minus” to jedynie fikcja literacka. Krążyły mity, że ktoś ma brata, co ma kolegę i jego siostra ma chłopaka, który ma kolegę, który jest sąsiadem Magika i że to prawdziwa historia. Ktoś inny wymyślał coś zupełnie innego. Bez wątpienia nie tylko słuchaliśmy Księgi Tajemniczej na okrągło ale również wciąż o niej rozmawialiśmy. Myślę, że tak wyglądał odbiór tej muzyki nie tylko na naszym ale na wszystkich osiedlach w 1996 roku. Było już w zasadzie pewne, że rap w Polsce zakorzenił się na dobre.

Usłysz mój głos, człowieku!

Kto był lepszy, Liroy, Wzgórze, Kaliber, 3XKlan? To jest pytanie na które pół litra nie wystarczy. W zasadzie to żadna ilość nie wystarczy, bo ilekroć wdaję się z kimś w dyskusje na ten temat, to kończy się to pijackim darciem mordy, o piątej nad ranem,  do wszystkich najważniejszych utworów poszczególnych formacji. To zwykła rzecz gustu ale pewnym jest, że K44 nagrało świetny album. Dziś słucham sobie winylowej reedycji i cieszę się jak dziecko, choć na wosku brakuje kawałka “Psychodela”. Kaliber 44 dał nam w 1996 roku dużo radości, choć część numerów trafia raczej do nieco starszej publiczności niż do dwunastoletniego szczeniaka. Myślę, że warto mieć ten album w swojej kolekcji, w wersji z pełną liczbą utworów. Jak ktoś potrzebuje, to Krzysiek pewnie ma gdzieś kasetę do przegrania 🙂

Skibot