2020-11-22 Autor Arshee Wyłączony

Świat oczami Bboy`a część 1

Nie jednokrotnie wypowiadałem się czy to w tekstach, czy też wywiadach na temat tego, jakie jest moje podejście do kultury hip hopowej. Chciałbym jednak uronić rąbka tajemnicy związanej z historią, która się za tym kryje. Jak to się stało, że zajarałem się hip hopem? Co mnie ukształtowało w tej wierze oraz jaki wpływ miało moje wejście w świat jako Bboy?

Przedszkolne początki

Hip hop towarzyszył mi już od czasów przedszkolnych. To wtedy odsłuchiwałem pierwsze płyty CD, które mój tata sprowadził z Niemiec i nie tylko. Pamiętam płytę Cypress Hill – Black Sunday oraz nagrany na lewo Alboom Liroy`a. Wychowywałem się w środowisku wiejskim, gdzie dominującym gatunkiem muzycznym było jakże cudowne disco polo z Zenkiem Martyniukiem na czele. Nie mniej coś mi w tej muzyce nie odpowiadało. Wydawała mi się strasznie sztuczna, a ponad to nie przemawiała do mnie w zrozumiały sposób.

Hip hop stał się dla mnie odkryciem. Widziałem łysych chłopaków pod blokami podczas odwiedzin w mieście i chciałem być z jakiegoś powodu taki jak oni. Zacząłem więc słuchać i szukać. Kolejni artyści na jakich natrafiłem już posiadając łącze internetowe byli Peja i Kaliber 44, w którym dumnie zasłuchiwaliśmy się wraz z moim kumplem Mirkiem. Pamiętam jak go zaraziłem miłością do Kalibra w takim stopniu, że słuchał chłopaków długo po tym, jak ja przeskoczyłem na inne nurty. W tym właśnie przeskoku znacząco pomógł mi taniec.

Pierwsze kroki w Bboy`ingu

Breaking, Bboy ing, byle tylko nie Breakdance…. mam świadomość, że ta ostatnia nazwa najlepiej się przyjęła w ogólnym środowisku. W żargonie bboy ów jest ona jednak co najmniej nie wskazana. Skąd ta cała niepisana zasada? Odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta. Breakdance to nazwa, która została stworzona przez media. Najpierw ciepło przyjęci do telewizji tancerze zostali z czasem niemiłosiernie zrugani. Przez te wydarzenia na terenie Nowego Yorku zakazano tańca na ulicy, z której Breaking wyrósł. Cała ta nagonka sprawiła, że w środowisku raczej nie chętnie używa się nazewnictwa Breakdance.

Wróćmy jednak do mojej historii… Raz na jakiś czas zajarany tym stylem tańca przeglądałem Internet w poszukiwaniu zajęć dla mnie. W końcu za którymś razem po tym, jak ponownie sobie przypomniałem o breakingu… Udało się!!! Pod koniec 2014 roku pierwszy raz w życiu wybrałem się na trening Breaka. W Biłgorajskim Centrum Kultury zostałem przyjęty z otwartymi ramionami, a Bboy Żurek wprowadził mnie w ten przesiąknięty stylem i unikalnością świat. Jednocześnie był to dla mnie bardzo ważny test, w którym doznałem kontuzji kolana już po trzech treningach. Wiedziałem, że jeśli wtedy wyjdę z sali, to już na nią nie wrócę. Nie zastanawiałem się długo. Zebrałem się w sobie i po prostu poszedłem dokończyć trening mimo kontuzji. Wtedy wiedziałem, że już nic mnie nie powstrzyma.

Jam`y, Bitwy, Zawody

bboy

 

Po roku czasu na sali wybrałem się na swoje pierwsze Bboy ingowe zawody do Rzeszowa. Reaktywacja rzeszowskiego Dżemiku była spokojną lokalną imprezą hip hopową, na której tancerze mogli pokazać swoje umiejętności. Właściwie głównie co pamiętam z tamtych zawodów, to fakt, że była dodatkowa konkurencja w jedzeniu dżemu na czas. Był też moment, w którym postanowiłem się popisać i zrobić salto, mimo iż kompletnie nie miałem pojęcia jak je zrobić. W efekcie skończyłem zamroczony z konkretnie rozbitą głową i zj**ą od trenera za lekkomyślność. Nie mniej nadal nie zniechęciłem się do tej dziedziny, a nawet zacząłem jeździć coraz to więcej i więcej…

To był właśnie moment… moment, w którym jadąc na zawody mogłem zobaczyć ludzi jarających się nie tylko samym tańcem, ale i kulturą, która kipiała na wszelkie możliwe sposoby. Można ją było dostrzec w ubiorze, sposobie chodzenia, wypowiadania się. Ogólnie Bboy Bboy`a wszędzie rozpozna i to jest fakt. Nie zależnie czy tancerz nosi garnitur i lakierki, czy też chodzi w starym zajechanym dresie, ten sposób bycia po prostu wchodzi w krew. Można po prostu wyczuć tą hip hopową duszę w drugim człowieku. W tym wszystkim właśnie zaczęli dochodzić nowi wykonawcy. Przynajmniej dla mnie nowi, bo Rakim, Wu-tang Clan, czy też Beastie Boys byli już znani na scenie hip hopowej od wielu wielu lat, a ja….. po prostu się oczarowałem odkrywając kolejny poziom zajawki i zamieniając całe moje życie w niemalże płynący hip hop.